Prawnik od gier

Znam wielu prawników w Warszawie i nie tylko. Ale nie znam osobiście żadnego specjalizującego się w prawie autorskim w kontekście gier komputerowych. Na polskim necie jest dostępnych kilkanaście artykułów w tym temacie, z czego połowa dotyczy pierwotnego zagadnienia jak traktować grę komputerową jako przedmiot prawa autorskiego.

Tak na marginesie to temat oczywistym nie jest, ponieważ gra to utwór złożony, wielowarstwowy, a jako taki nieuregulowany wprost przez prawo autorskie. Gimnastyki myślowej więc wymaga odnalezienie w ww. ustawie właściwych przepisów, a raczej wykorzystanie tych, które regulują inne rodzaje utworów jak literackie (scenariusz), muzyczne (audio), programy komputerowe (silnik, grafika), fotograficzne i inne.

Prawo (goniące za zawsze szybciej rozwijającą się rzeczywistością) nie reguluje, literatury za bardzo nie ma. Co robić? Jak działać (chciałoby się dodać pani premier)? Śmiechem – żartem, ale jak ktoś poważnie traktuje swój biznes (swoją pracę) to lepiej żeby te pytania sobie zadał. Wcześniej niż później.

Wiadomo, zawsze można liczyć na kontrahenta (zatrudniające studio, wydawcę – dużego gracza, posiadającego dobrą sieć sprzedaży dystrybutora), mającego stałą obsługę prawną, że nie wykorzysta za bardzo. Że podsunięte przez niego warunki umowy będą w miarę korzystne. A jak coś pójdzie nie tak, to najwyżej poszuka się drugiego, uczciwszego, bardziej etycznego biznes partnera.

Taka postawa ma jakieś uzasadnienie. W sumie biznes trzeba opierać na zasadach etycznych, w duchu dobrej współpracy i to najlepiej długoletniej. W razie problemów zawsze też można pójść na ugodę. Można, ale … chyba lepiej samodzielnie ogarnąć również nietwórcze aspekty swojej pracy. Albo pozwolić komuś to zrobić. Zwłaszcza, że proces twórczy może trwać latami, a moment korzystnej komercjalizacji jego wyników się nie powtórzy …

Prawo może wydawać się nudne, trudne. Ale obowiązuje. Reguluje proces tworzenia gry, a potem jej sprzedaży. Na każdym etapie. Począwszy od postawienia firmy, przez dogadanie się z twórcami (nawet jak są to koledzy z garażu) co do udziału każdego w przedsięwzięciu, ochronę swoich praw w relacjach z kontrahentami (dobrze skonstruowana umowa, zastrzeżenie znaków towarowych), aż po ewentualne procesy sądowe.

Tyle w skrócie samo tworzenie i sprzedaż gry. A do tego obsługa studia jako organizacji, w tym marketing produktów, podatki, kontakty z urzędami, sprawy pracownicze, windykacja zobowiązań etc. Żeby tego było mało to trzeba by dla pełni obrazu postawić te zagadnienia w kontekście międzynarodowym. Czytaj w kontekście porządków prawnych innych państw …

Jak widać z powyższego, tematów do myślenia jest wiele, że głowa boli. I niestety „prawnik pierwszego kontaktu” może nie przypisać właściwej recepty na tego typu bolączki prawne. Jak to powiedział kiedyś znajomy, którego żona miała pretensje, że nie umie przybić gwoździa: „wierzę w specjalizację”. Pieniądze do domu przynosił i stać go było na wynajęcie „złotej rączki”.